Balet  ANNA KARENINA
Sankt Petersburski Teatr Baletu Borisa Ejfmana
Przedstawienie baletowe w ramach Sopockiego Festiwalu Operowego 2006
17 sierpnia 2006, Opera Leśna w Sopocie

 

BORIS EJFMAN I JEGO TEATR

Uznany przez „New York Times” za najlepszego rosyjskiego choreografa naszych czasów, jest jedną z najważniejszych postaci współczesnego baletu. Zdobył sobie szerokie uznanie w Rosji i za granicą, czego dowodem są liczne nagrody i odznaczenia.

W 1977 roku Ejfman stworzył własny teatr tańca, z którym odbywał regularne tournée po Rosji, zyskując uznanie za oryginalną ekspresję artystyczną swoich baletów. Pod koniec lat 80. Sankt-Petersburski Teatr Baletu Borysa Ejfmana pojawił się w paryskim Théatre Champ-Elysées, odniósł tam wielki sukces, który zaowocował licznymi zaproszeniami z całego świata. Od tego czasu zespół odbył już wiele tournée po Europie, odwiedził Japonię, Koreę Południową i Tajwan, Izrael, Republikę Południowej Afryki, kraje Ameryki Łacińskiej, Stany Zjednoczone gdzie w 1999 roku zespół Ejfmana wyróżniony został statusem rezydenta w City Center (wiąże się to z corocznymi, dwu-trzytygodniowymi występami na tej prestiżowej scenie Nowego Jorku; Zaszczyt ten przypadł mu jako czwartej grupie tanecznej w ogóle, a pierwszej spoza Ameryki)

Sankt-Petersburski Teatr Baletu zrewolucjonizował koncepcję tańca klasycznego w Rosji, podnosząc sztukę baletową do najwyższego szczebla ekspresji. Jako choreograf Ejfman dogłębnie wnika w treść swoich baletów. Nie jest zresztą pierwszym twórcą w historii rosyjskiego baletu, którego pociąga emocjonalna głębia treści filozoficznych i ich przedstawianie na scenie teatralnej za pośrednictwem ekspresyjnego tańca współczesnego, który nawiązuje wprost do języka baletu klasycznego. Ale jak napisała Anna Kisselgoff na łamach „New York Times”, choć Ejfman nie jest w tym pierwszy, „on jest zdecydowanie najlepszy”. Wobec takiej opinii, płynącej z najważniejszego centrum baletowego świata, trudno się dziwić, że utalentowany petersburski choreograf otrzymuje coraz więcej zaproszeń kierowanych do niego przez zespoły rosyjskie i zagraniczne, które chciałyby włączyć jego balet do swojego repertuaru.

 


Boris Ejfman
ANNA KARENINA
Balet w dwóch aktach według powieści Lwa Tołstoja

Czytając Tołstoja, czuje się niewiarygodne przejęcie autora psychologicznym światem jego bohaterów oraz zdumiewającą subtelność i dokładność, z jaką odzwierciedla on życie Rosji.
… Balet - to szczególne pole realizacji dramatów psychologicznych, możliwość zagłębienia się w podświadomość. Każdy nowy spektakl to pogrążanie się w nieznanym. Powieść Anna Karenina interesowała mnie od zawsze. Uporządkowany rytm życia rodziny Kareninów: państwowa służba głowy domu, troska o syna i byt Anny, surowe przestrzeganie konwenansów - stwarzały iluzję harmonii i spokoju. Namiętność Anny do Wrońskiego zrujnowała ten porządek. Szczerość uczuć zakochanych odrzucała, przerażała jawnością. Hipokryzję Karenina akceptowali wszyscy, oprócz Anny. Dla niej ważniejsze było uczucie do ukochanego mężczyzny niż obowiązki matki wobec syna. A tym samym skazywała siebie na życie wyrzutka. Nie znajdowała szczęścia ani w podróżach, ani w bogatej posiadłości, ani w zwykłych salonowych uciechach. Była jakaś tragiczna zależność tej kobiety od jej więzi zmysłowych - owej niewoli kobiecej, która istnieje zawsze.
… I dzisiaj kobiety także nie są wolne, nawet te najbardziej wyemancypowane. Ich los jest tragiczny. Podobnie jak tragiczne na swój sposób są w powieści losy Karenina i Wrońskiego. Metamorfoza pierwszego nie ukoiła jego duszy, emocjonalne szaleństwo drugiego wiodło ku zgubie. Każdy bohater to jakby obnażony nerw, którego dotknięcie przynosi wzajemny ból. Nawet w najbardziej świetlanych momentach Anna i Wroński czuli na ustach posmak krwi...

Czy mamy prawo rujnować to co spokojne, rozsądne dla szaleństwa zmysłów?. Co ważniejsze - kariera, obowiązek, miłość, zaspokojona namiętność?... Te pytania nie dawały kiedyś spokoju Tołstojowi, nie ucieknie się od nich także dzisiaj. I nie ma odpowiedzi! Jest nieukojone pragnienie zrozumienia i w życiu, i w obliczu śmierci...