24 lipca 2010, godz. 19.00
Sala Koncertowa PFK na terenie Opery Leśnej w Sopocie


 

 

24 lipca 2010 roku Bałtycka Agencja Artystyczna BART zaprasza na koncert PINK FREUD, promującego nową płytę zespołu

 

Gdański zespół jazzowy założony w 1998 roku przez Wojtka Mazolewskiego jest obecnie jednym z najbardziej popularnych polskich zespołów jazzowych. W 2008 i 2009 roku Pink Freud został wybrany najlepszym zespołem elektrycznego jazzu w ankiecie Jazz Top miesięcznika „Jazz Forum”. Zespół odebrał też nagrodę Jazzowego Oscara, przyznawaną przez Stowarzyszenie Melomani. Pink Freud został doceniony też za teledyski – w 2005 roku otrzymał Yacha w kategorii Inna Energia za teledysk do utworu „Come as you are”, w 2007 zdobył Grand Prix festiwalu Yach Film za teledysk do utworu „Dziwny jest ten kraj” otwierający album „PUNK FREUD” oraz nagrodę na festiwalu Northernwave w Islandii.


Kolejne wydawnictwo pt. „Alchemia” (Alchemia/Universal) będące zapisem występów grupy w krakowskiej Alchemii (i pierwszym, oficjalnym albumem koncertowym grupy) tylko to potwierdziło. W „Przekroju” Bartek Chaciński skomentował: „Oto kolejny przykład, jak z roku na rok rośnie poziom nowej polskiej sceny jazzowej”.
„Nie tracąc nic ze swej nieodłącznej energetyczności, a przybierając na rozmachu i głębi, Pink Freud wyznacza „Alchemią” kolejny wyraźny punkt na swojej artystycznej drodze, charakteryzując się autorską wizją muzyki, wykonawczym kunsztem i sceniczną ekspresją. Jest w tych dźwiękach wiele wątków, zdumiewająca erudycja eksplorowanego nurtu, odwaga i potężna porcja zabawy.” – pisał Piotr Lewandowski w „Popup Magazine”.


W marcu 2008 zespół wybrał się w kolejną trasę koncertową do Ameryki Poludniowej (Meksyku, Peru, Chile i Argentyny). Zaraz po powrocie odbył trasę po kraju oraz koncertował w Austrii i na Wyspach Brytyjskich, odwiedził Afrykę, gdzie zagrał koncert na festiwalu Jazz Festival of Rabat-JAZZ AU CHELLAH.
Rok 2009 zaowocował współpracą z saxofonistą Peterem Warehamem (Acoustic Ladyland), która zakończyła się wspólną trasą koncertową w Polsce i Wielkiej Brytanii.

16 kwietnia ukazał się na rynku długo oczekiwany, nowy album Pink Freud zatytułowany „Monster Of Jazz” Album zawiera 12 nowych utworów, w tym 10 kompozycji autorskich. Na płycie usłyszymy także Pink Freudową interpretację graficznej kompozycji Anthony Braxtona oraz piękny utwór Autechre Goz Quarter.
Album został nagrany w składzie poszerzonym o Adama Barona i znanego już z zeszłorocznych koncertów Pink Freud Jurka Rogiewicza.
Koncert w Sopocie jest częścią trasy promującej album.


Bilety w cenie: 45 zł, 35 zł do nabycia w kasie Bałtyckiej Agencji Artystycznej BART, ul. Kościuszki 61 w Sopocie,
tel. 58 555 84 51 lub 52. www.bart.sopot.pl, w sieci Ticket Online www.ticketonline.pl

 

 

Recenzja płyty:

Uwaga na Freudozaura!

Pink Freud? Taka gra z nazwą dinozaurów muzyki rockowej może się źle skończyć – myślałem, gdy usłyszałem pierwszą płytę tego zespołu. Ale to było dekadę temu i dziś już nikt nie myśli o „Freudach” jako o kolejnym yassowym projekcie z zabawną nazwą, który nie zabawi długo na rynku, a w końcu pewnie się rozpadnie i zmieni w kilka nowych grup. Przeciwnie. Pink Freud to dziś wyjątkowo solidna marka polskiego świata muzyki. Zespół, który wykopał sobie własną niszę w obrębie nowego jazzu, ale zarazem ciągle pozostawał stylistycznie niespokojny i obijał się w tej niszy od ściany do ściany.


PF wychodzili od rytmicznego transu, niczym Łoskot i inni yassowcy, ale interesowali się też fuzją brzmień jazowych i elektronicznych – jak Tied + Tickled Trio w Niemczech czy Jaga Jazzist w Norwegii. Eksperymentowali z didżejem w składzie („Sorry Music Polska”), potem żeglowali bliżej free jazzu, rysowanego mocno i surowo („Punk Freud”), a wreszcie puszczali oko do fanów jazz-rocka i porywał koncertowym żywiołem („Alchemia”). Jeśli miałbym jednym słowem podsumować, jak wypadli na nowym albumie, powiedziałbym, że brzmią jeszcze śmielej.


Zespół Pink Freud – tym razem pracujący w studiu jako sekstet – nigdy jeszcze nie nagrał jednak płyty tak monstrualnie wręcz bogatej brzmieniowo. Płynnie przechodzą tu w siebie dźwięki akustycznej i syntetycznej perkusji, bas brzmi potężnie, wchodząc w rejestry kojarzące się już z polem syntezy dźwięku – bardziej wyczuwalne niż słyszalne. Sekcja rytmiczna, atakująca gęstymi, splątanymi partiami już w otwierającym album utworze „Pink Fruits”, zaskakuje na tym albumie wielokrotnie. Bardzo mocno w polirytmicznym (wbrew tytułowi wygląda mi to na efekt egzotycznych podróży koncertowych grupy) „Warsaw”. Najmocniej w „Goz Quarter”, kompozycji elektronicznego duetu Autechre, grupy, której transkrypcje wykonywały już orkiestry symfoniczne, ale nie znam nikogo, kto podjąłby się wcześniej zaaranżowania ich na taki skład. Tu zamieniają się rolami gitara basowa grająca główną melodię i towarzyszące jej w tle trąbki, świetnie oddające charakter syntetycznej partii z oryginału.


Rozbudowane partie instrumentów dętych pokrywają na albumie całe spektrum – od fletu i kornetu, po klarnet basowy. Prawie w każdym nagraniu mamy inne rozwiązanie brzmieniowe, pojawiają się wibrafon i smyczki, sporo efektów i przesterów, które sprawiają, że obok delikatnej, choć niepokojącej kompozycji „Polanski” oraz impresyjnego, sonorystycznego „Red Eyes, Blue Sea and Sand”, mamy niemal heavymetalowe uderzenie w utworze „Pierun”. Brawurowa centralna kompozycja „Bald Inquisitor” zbiera natomiast wszystkie wątki, dodając do tego charakterystyczny dla dzisiejszego Pink Freud długi temat główny. Tu, jak w soczewce, najłatwiej ten album przejrzeć w jednej chwili. Ale bogactwo form i brzmień na „Monster of Jazz” powoduje, że najlepiej przyglądać się tej płycie fragment po fragmencie, każdemu nagraniu z osobna, a na koniec rozładować nagromadzone emocje i dać się rozbawić żartobliwą grą konwencjami w utworze tytułowym.


Już teraz jestem ciekaw, jak studyjne pomysły z tego albumu zabrzmią na koncercie. Panowanie nad zespołowym kreowaniem materiału w studiu i sceniczną emisją energii wychodzi grupie Wojtka Mazolewskiego równie dobrze, co rzadkie w tej konkurencji. Na polskim rynku daje to w tej chwili zespołowi Pink Freud status może jeszcze nie dinozaurów, ale na pewno monstrów. Jeśli ktoś z jazzowej konkurencji tego nie zauważył, to zrobią to, co robią monstra – przyjdą i go zjedzą.

Ostrzegał Bartek Chaciński