14 listopada 2010, godz. 20.00
Sala Columbus, Sheraton Sopot Hotel, Conference Center & Spa

 

„Nagrywanie utworów Agnieszki Osieckiej było dla mnie niezwykle ciekawym doświadczeniem, nie miałam wrażenia, że śpiewam cudze teksty” – mówi Katarzyna Nosowska o nowym artystycznym wyzwaniu. „Poruszały mnie jak własne, i to takie o największym znaczeniu emocjonalnym. Być może istnieje jakiś rodzaj powinowactwa duchowego. Czułam, jakby to było skrojone na moją miarę”. Niektóre przedsięwzięcia przygotowywane są latami. Inne rodzą się spontanicznie. Pół roku temu Nosowska nie wiedziała jeszcze, że zmierzy się z piosenkami Osieckiej. „Chyba w czerwcu zadzwonił ktoś z fundacji Okularnicy, z propozycją występu na koncercie poświęconym jej pamięci” – mówi wokalistka. „Impreza miała się odbyć we wrześniu, ale lato jest gorącym okresem koncertowym dla Heya. Poważne przygotowania zaczęły się w sierpniu”. Propozycja organizatorów zakładała, że Nosowska może wybrać dowolną formułę, zagrać z dowolnymi muzykami. Od początku jednak wiedziała, że do realizacji przedsięwzięcia niezbędny będzie Marcin Macuk. Producent odpowiedzialny za kształt jej solowej płyty „UniSexBlues”. „Nie miałam żadnych wątpliwości. Marcin jest według mnie doskonały do zadań specjalnych. Nie znam nikogo innego z taką wyobraźnią, kto z dowolnego materiału wyjściowego potrafi stworzyć coś absolutnie innego. Bezgranicznie mu w takich sytuacjach ufam”. Producent uzupełnia, że ważny był cały zespół UniSexBlues, jaki od 2007 roku towarzyszy wokalistce na koncertach. „Absolutnie wszyscy byli zaangażowani” – podkreśla Macuk. „Dawałem oczywiście jakieś wytyczne, ale każdy uczestniczył w aranżowaniu muzyki na równych prawach”.


Organizatorzy koncertu dostarczyli kilkadziesiąt propozycji utworów z tekstami poetki. „Uwielbiam artystyczną propozycję Osieckiej, ale nie jestem specjalistką od jej twórczości” – mówi Nosowska. „Nie jestem crazy-fanką, która śledziła każde wykonanie... Wielokrotnie byłam tymi piosenkami zaskoczona. Ciężko było coś wybrać z ogromnej puli. Słuchałam tych utworów po kolei, robiłam listę i okazało się, że niewiele odrzuciłam. W pewnym momencie poddałam się, poprosiłam o pomoc Marcina. On wie, co jest plastyczne, z czego dobrze lepić dźwięki”. Macuk przyjął ważne kryterium: „Charakter Katarzyny zdefiniował dobór tych piosenek. To nie są polki-rock’n’rollki”. Nosowska przyznaje: „Nie lubię wesołych piosenek, również tych z tekstami Osieckiej, sorry. Więc dla mnie kluczem było to, żeby były smutne. Poza tym nikt nam niczego nie narzucał. Oczekiwałam tylko, żeby te piosenki dotykały mnie osobiście. Musiałam je poczuć”.
15 września 2008. Tego dnia Katarzyna Nosowska weszła na scenę warszawskiego Teatru Roma, by zaśpiewać recital w ramach koncertu Pamiętajmy o Osieckiej. „Przed występem byłam przerażona” – wspomina. „Tradycyjnie zbuntował się mój organizm, no i przyszły osoby, które znały prywatnie Agnieszkę Osiecką... Czułam presję oczekiwań. Ale potem, w trakcie trwania koncertu miałam momenty, w których działy się cuda. Nie potrzebowałam żadnych innych dowodów na istnienie siły wyższej. Gdy skończyliśmy, byłam ekstremalnie szczęśliwa. Podchodziły różne osoby, na przykład kompozytor Adam Sławiński, starszy, niesamowicie elegancki człowiek, który powiedział że nie wyobrażał sobie, że jego kompozycje można podać w takiej odsłonie... Pani Magda Umer powiedziała, że się wzruszyła... Koncert był naprawdę szczególnym wydarzeniem”.


Tuż po imprezie ekipa wybrała się do kawiarni Kulturalna. „Tam stwierdziliśmy, że szkoda byłoby to tak zostawić” – mówi Marcin Macuk. „Padł pomysł nagrania płyty. Wiedzieliśmy, że trzeba działać szybko, że jeśli nie zrealizujemy tego do końca roku, to – ze względu na nasze inne zobowiązania – sprawa przepadnie. Wiązało się to też z zachowaniem waloru grania na żywo. Zarejestrowania materiału w zupełnie inny sposób, niż zwykle”.


1 listopada zespół wszedł do trójkowego Studia im. Agnieszki Osieckiej i spędził w nim cztery dni. „Nie ma w Polsce wielu miejsc, w których można nagrać osiem instrumentów równocześnie” – wyjaśnia producent. „Początkowo chcieliśmy to zrobić w berlińskim studiu Hansa, ale odbiliśmy się z hukiem od terminów. W grę wchodziło więc albo studio S4, które znamy, albo Trójka, gdzie jeszcze nie nagrywaliśmy. Chcieliśmy zobaczyć jak będzie, poza tym patronka jest symboliczna”.
Partie wokalne powstały we wrocławskim studiu Fonoplastykon, gdzie – podobnie jak w przypadku płyty „UniSexBlues” – Nosowska pracowała z Marcinem Borsem. „Od czasu płyty „USB” Marcin jest mi niezbędny do tego, by śpiewać. Jest moją maskotką, misiem, talizmanem. Dostałam chyba starczego, wokalistycznego odjazdu” – żartuje wokalistka. „To jedyny człowiek, który w momencie gdy się poddaję, potrafi wziąć mnie za kudły i przeciągnąć na drugą stronę, tam gdzie kryją się ciekawe barwy i emocje. Nagrałam całość w niecałe pięć dni. Wychodziłam ze studia późno, o 5-6 nad ranem. To był ogromny wysiłek emocjonalny i fizyczny. Mam poczucie, że bardzo ciężko pracowałam. Nie jest tak, że z powodu napiętych terminów coś tam sobie pyknęłam... To uczciwie nagrana płyta”.
„Nosowska ‘zdejmuje’ niepotrzebny lukier w jaki obrosły niektóre przeboje Osieckiej” – podsumowuje zawartość albumu córka poetki, Agata Passent. „Śpiewa je bez mizdrzenia się, doskonale rozumie tekst, ale interpretuje go bez afektacji. Na płycie dostajemy dużą dawkę niepokoju, jest to płyta o wiecznej tęsknocie, o przemijaniu, o miłości niecynicznej, o pytaniach bez odpowiedzi”.